Alicante – warto się natrudzić, aby tam dotrzeć
Co wiemy o tym mieście? Ja np. nie wiedziałam prawie nic, dopóki nie zobaczyłam, że Wizzair tam lata. Niestety okazało się, że nie ma połączeń bezpośrednich z Polski do Alicante. Jednak istnieje wiele innych kombinacji. Można z Warszawy polecieć do Londynu-Luton lub Paryża i następnie do Budapesztu, a stamtąd do Cluj-Napoca i do Alicante. Albo z Warszawy (lub Budapesztu) do Madrytu, a stamtąd lokalnymi liniami, albo autobusem do miejsca docelowego. Tym sposobem, można zobaczyć kilka krajów w kilka dni.
Alicante jest portowym miasteczkiem, leżącym w południowo-wschodniej części Hiszpanii. Z lotniska, które jest oddalone od miasta o kilkanaście kilometrów dojedziemy autobusem C-6 za jedyne 2 euro. Na taksówkę natomiast wydamy około 20 euro.
Miejsca do spania:
Najtańszą ofertą wydaje się być hostel Mont Royal, który szczyci się tym, że jest położony 8 minut od plaży San Juan, którą widać na mapie na stronie tego przybytku. Choć tego typu rewelacje – czemu akurat 8, a nie 10, zawsze dla mnie brzmią podejrzanie. Może np. trzeba będzie się przedzierać przez krzaczory? Albo obok hostelu usytuowana jest bardzo spadzista skarpa i rzucając się z niej znajdziemy się na plaży właśnie w 8 minut? Cóż, najlepiej sprawdzić to samemu.
Noc w pokoju dwuosobowym będzie nas kosztować od 45 do 67 euro, w zależności od pory roku. Jednak sezon wysoki i niski nie ma na stronie hostelu swoich odpowiedników w miesiącach, więc albo dowiemy się przy rezerwacji, albo dopiero na miejscu. Za jedynkę uda nam się zapłacić 30 lub 40 euro. Pokoje są wyposażone w łazienkę, telewizor, klimatyzację. Połączymy się w nich również do internetu. Pościel i ręczniki w cenie pokoju, natomiast śniadanie to dodatkowy koszt 4 euro. Przy hostelu znajduje się również niewielki basen.
Jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli (o ile nie najbardziej) i jedyny 5-cio gwiazdkowy – Hospes Amérigo, nie jest aż tak (jak na Hiszpanię i w porównaniu z najtańszym) drogi, jakby się mogło wydawać. Dwójka kosztuje już od 116 euro. Co ciekawe, w gorszych warunkach, w tym samym mieście, możemy spędzić noc, za zdecydowanie większe pieniądze. Hospes Amerigo jest niezwykły również dlatego, że mieści się w budynku, w którym kiedyś znajdował się klasztor Dominikanów. Jego dawny styl jest idealnie połączony z nowoczesnymi udogodnieniami, z których chyba najbardziej spektakularną rzeczą, jest basen na dachu.
Pomiędzy najtańszym i najbardziej luksusowym, plasuje się najwyższy hotel. A przynajmniej położony w najwyższym budynku miasta. Nazywa się Tryp Gran Sol i jest położony w idealnej lokalizacji – w samym centrum miasta i tuż obok morza i plaży. Za duosobowy pokój z łazienka, w której znajdziemy telewizor, zapłacimy około 70 euro za pokój za noc. Natomiast za ten sam pokój, tyle, że ze śniadaniem ok. 88 euro.
Zakupy:
Jeśli macie zamiar wstać przed południem, to koniecznie należy się udać na targ Mercado Central. Można tam zakosztować wielu wrażeń, zarówno pozytywnych – różnorodność produktów spożywczych jest porażająca, jak i tych zdecydowanie nie dla każdego – widok ryb i innego mięsa.
Poza jedzeniem, w Alicante można się obkupić w buty. Kiedyś przeczytałam, że sklepów obuwniczych jest tu więcej niż hoteli. Hm… która kobieta by się nie skusiła, żeby tę rewelację sprawdzić…
Restauracje:
W takich miejscach nie można polecić jednej dobrej knajpy. W zasadzie prawie każda czymś przyciąga, a że jest ich tak wiele, to wszystkie sa dla siebie konkurencją, przez co starają się być jak najlepsze.
Jeśli akurat macie ochotę na marokańskie klimaty, to wpadajcie do restauracji o nazwie Marhaba, przy wdzięcznej (dla nieznającego hiszpańskiego) nazwie Carretera de Moraira a Calpe KM 219. Za 10-15 euro można zjeść to solidny posiłek.
Niedaleko dworca, przy Av. Estación znajduje się Carpe Diem, w której to knajpie również za dość przyzwoitą sumę możemy najeść się do syta. W menu przede wszystkim wołowina, ryby i dla wegetarian sałata lodowa z różnymi warzywnymi dodatkami.
Zarówno w restauracjach, jak i w hotelu nie zdziwcie się, jeśli do śniadania dostaniecie szampana lub wino. W Hiszpanii każda pora jest dobra na picie, a do tego nie uświadczy się tam zapijaczonego menela, chyba, że jest turystą lub obcokrajowcem.
foto: wikimedia.org



W Alicante bez większych problemów można też przespać się na plaży – tylko trzeba uważać rano na traktory, które “zaczesują” plaże – jeśli na czas się nie obudzimy, to mogą nas poważnie podsypać
Każdy hotel ma na plaży poustawiane krzesła i leżaki plażowe, które na noc są składane i zostawiane na plaży. W każdym takim “kompleksie” nocuje bezdomny, ale za flaszkę wina zrobi nieco miejsca
Gdybyście też – będąc w Alicante chcieli zwiedzić pociągiem inne rejony Hiszpanii, pamiętajcie, by kupić bilet przynajmniej dzień wcześniej. Kolej jest fatalnie rozwiązana a rezerwacje wykupywane dużo wcześniej. Ja czekałam na to by się wydostać pociągiem z Alicante dwa dni
Co do hostalu “Mont Royal” to mieszkam 500 metrów od niego i spieszę donieść, że mieści się jakieś 15 minut spaceru od Playa San Juan. Te 8-10 minut jest zdecydowanie przesadzone. Co do swobody spania na plaży to wcale nie jest tak różowo jak pisze Sabina. Np Playa San Juan jest w nocy non stop patrolowana przez policjantów na quadach. Między 3 a 8 rano wyganiają z plaży każdego, żeby przesiewarki piasku miały swobodę pracy.
Korzystając z okazji zapraszam do naszej knajpki “Medusa” na krewetki, sałatki, napoje zimne i gorące i pogawędki po polsku też
. Link do naszej strony: ...
Dzięki za info, zawsze inną (lepsza?) perspektywę ma ‘tambylec’ niż turysta.
Przy kolejnej wycieczce do Alicante na pewno do Was wpadnę:)